Rząd przygotował projekt Przeglądu Pracowniczych Planów Kapitałowych. Zgodnie z art. 143 ustawy o PPK taki przegląd powinien być przeprowadzany co cztery lata. Pierwszy, z 2022 roku, nie przyniósł zmian w ustawie. Teraz, po kolejnych czterech latach funkcjonowania programu, przedstawiono kilka propozycji zmian legislacyjnych. Mam jednak wrażenie, że pominięto kwestie, które mogłyby zwiększyć atrakcyjność PPK i ułatwić jego obsługę. Nie wymagałoby to rewolucji ani zmiany dotychczasowych reguł na niekorzyść uczestników.
Pierwsza kwestia to wciąż niesatysfakcjonująca partycypacja w PPK. Moim zdaniem warto stosować te same zasady wobec wszystkich osób zatrudnionych. Nie widzę uzasadnienia dla różnicowania ich sytuacji ze względu na wiek. Skoro wydłuża się okres aktywności zawodowej, warto umożliwiać rozpoczęcie oszczędzania na każdym jej etapie. Uniemożliwianie przystąpienia do PPK osobom, które ukończyły 70 lat, można wręcz postrzegać jako dyskryminację ze względu na wiek.
Mam natomiast wątpliwości co do propozycji zwiększenia częstotliwości autozapisu. Nie chodzi przy tym o koszty po stronie pracodawców. Osoba, która zrezygnowała z oszczędzania w PPK, może przecież wrócić do programu w dowolnym momencie, bez czekania na kolejny autozapis. Pracodawca powinien być na to finansowo przygotowany.
Warto za to uprościć samą obsługę autozapisu. Z perspektywy pracodawców i ustawień systemów kadrowo-płacowych trudno uzasadnić różne terminy przekazywania pierwszej wpłaty w zależności od sytuacji osoby zatrudnionej. W przypadku osób już oszczędzających w PPK wpłaty można przekazywać w dniu ich naliczenia i pobrania. Tymczasem wpłaty naliczone w marcu za osoby objęte ponownym autozapisem mogą trafić do instytucji finansowej dopiero w kwietniu. Dla wielu pracodawców oznacza to konieczność przygotowywania dwóch list składkowych, przekazywania ich w różnych terminach oraz odmiennego rozliczania podatku.
Ważnym sygnałem dla uczestników byłoby również urealnienie wysokości wpłaty powitalnej i dopłat rocznych. Ustawodawca określił je kwotowo, odpowiednio na 250 zł i 240 zł. Od ogłoszenia ustawy o PPK w 2018 roku kwoty te nie zostały zwaloryzowane. Warto więc wprowadzić mechanizm ich automatycznej waloryzacji. Pod tym względem PPK jest niestety traktowane po macoszemu.
Trudno też liczyć na większą partycypację, jeśli ludzie nie rozumieją, dlaczego warto oszczędzać. Może należałoby we współpracy z innymi resortami przygotować program edukacji ekonomicznej już na etapie szkolnym? Wiem, że to działanie długofalowe, które nie przyniesie spektakularnych wyników od razu. O potrzebie takiej edukacji mówi się jednak od ponad 20 lat, a efektów wciąż brakuje. Gdyby kilkanaście lat temu wprowadzono do szkół rzetelną edukację finansową i emerytalną, być może dzisiejsi młodzi pracownicy nie rezygnowaliby tak łatwo z PPK.
W codziennej obsłudze PPK niezrozumiała pozostaje dla mnie procedura angażowania pracodawcy w transfer środków po zmianie zatrudnienia. Dlaczego uczestnik ma tylko siedem dni od zawarcia umowy o prowadzenie PPK na poinformowanie nowego pracodawcy o dotychczasowych rachunkach? Często dowiaduje się o zapisaniu do programu już po upływie tego terminu. Wówczas pracodawca, nawet gdyby chciał, nie może już pomóc mu w transferze w ramach tej procedury. Warto wydłużyć ten termin do 14 dni, zachowując w tym czasie obowiązek obsługi transferu przez pracodawcę. Po jego upływie pracodawca nadal mógłby uczestniczyć w tym procesie, choć nie byłby już do tego zobowiązany.
Sama procedura transferu również jest zbyt rozbudowana. Najpierw uczestnik informuje pracodawcę o posiadanych rachunkach PPK. Następnie pracodawca zawiadamia go, że wystąpi o transfer, chyba że uczestnik w ciągu siedmiu dni sprzeciwi się temu na piśmie. Dopiero potem składa w jego imieniu dyspozycję. Czy nie prościej byłoby, gdyby uczestnik przekazywał pracodawcy jeden dokument: wniosek o dokonanie wypłaty transferowej w związku z art. 19 ust. 4 ustawy o PPK?
Osobną kwestią jest wypłata środków na wkład własny przy kredycie hipotecznym. Obecnie, zależnie od rodzaju inwestycji, pieniądze trafiają na rachunek zbywcy praw albo na rachunek uczestnika. Czy nie warto uprościć tej zasady i w każdym przypadku przekazywać środków uczestnikowi? Zawarcie umowy o taką wypłatę i tak wymaga od niego złożenia oświadczeń pod rygorem odpowiedzialności karnej.
W praktyce zdarza się, że środki zostały już wypłacone, co uczestnik widzi po zalogowaniu się na swój rachunek PPK, ale nadal czeka na wystawienie przez instytucję finansową informacji o dacie i kwocie przelewu. Dokument ten musi następnie dostarczyć notariuszowi. Szczególnie kłopotliwe są sytuacje, w których uczestnik określa wysokość wypłaty procentowo, a nie kwotowo. Ostateczna kwota zależy wtedy od wyceny jednostki uczestnictwa funduszu zdefiniowanej daty na dzień odkupienia. Składając wniosek, uczestnik może więc jeszcze nie wiedzieć, ile dokładnie otrzyma.
Warto również uregulować konsekwencje nieterminowego zwrotu środków wypłaconych na wkład własny lub całkowitego braku ich zwrotu. Ustawodawca nie określił zasad windykacji. Uczestnicy często już na początku pytają, co się stanie, jeśli nie oddadzą pieniędzy. Praktyka wskazuje, że poza ewentualnym obowiązkiem zapłaty podatku od zysków kapitałowych konsekwencje mogą być niewielkie. Dochodzi do tego kwestia ewentualnych roszczeń osób uposażonych wobec spadkobierców uczestnika, który zmarł, zanim zwrócił na rachunek PPK środki wypłacone na wkład własny. Skoro ustawa od początku dopuszcza taką wypłatę, jej likwidacja nie byłaby dobrym rozwiązaniem. Należy jednak uszczelnić system i jasno określić zasady kontroli całego procesu.
Nie sądzę, by PPK wymagało fundamentalnych zmian. W długoterminowym oszczędzaniu najważniejsze są spokój i stabilność zasad. Warto jednak przyjrzeć się dotychczasowej praktyce i usunąć trudności, z którymi mierzą się uczestnicy oraz pracodawcy. Takie usprawnienia mogą ułatwić korzystanie z PPK bez naruszania podstaw systemu.
Ekspertka Instytutu Emerytalnego

